RAPORT Z KATAL-UR LOG 02: UCIECZKA Z KATAL-UR

 
GRZBIET WŚCIEKŁEGO ESZELONA
Prywatny sektor dokowania stworzono wyłącznie z myślą o dyrekcji i wyższej kadrze inżynierskiej. W terminal wpompowano roczny dochód obu fabryk, aby droga do luksusowych jachtów wiodła przez „piękne okoliczności przyrody”. Tymczasem cały ten bizantynizm właśnie trafiał szlag.
Satynowany, różowy granit na ścianach – sprowadzony aż z Indii, by w zamyśle projektanta przypominać truskawkowy deserek – natenczas dymił od skoków temperatury. Freon syczał, ulatniając się znad kratek nawiewowych w lazurytowej mozaice. Gęstniejące opary skutecznie odcinały widok na koniec doku, gdzie cumował batyskaf. Automatyczne zraszacze oszalały, tłocząc hektolitry wody w sztucznie utrzymywaną, egzotyczną roślinność. Z donic lunęło rzadkie błoto. Liście paproci i hybrydowych orchidei gotowały się w oczach, wydzielając duszny zapach wegetacji – pełzał po gładkich powierzchniach i skubał receptory węchowe na zmianę z fetorem palonych obwodów.
Luksusowe jachty zniknęły, zostawiając po sobie poszarpane wyrwy w bazaltowym nabrzeżu. Spieniona woda nadawała uszkodzeniom wygląd zgorzeli, a urwane złącza magistrali strzelały w przestrzeń chłodziwem i olejem hydraulicznym.
Kamienna posadzka przestała być podłogą. Pod wpływem basowego łoskotu każdy najmniejszy element konstrukcji wibrował dziko, niszcząc precyzyjne łączenia kamiennych mozaik. En-Gal-Su czuł, że biegnie po grzbiecie warczącego, wściekłego eszelona, który przy każdym stąpnięciu próbuje wybić mu stawy. Każdy ruch częstował go szarpiącym bólem wokół przegrzanego procesora. Jeszcze kilkadziesiąt kroków. Kilkanaście ostatnich kroków.
Nanity nie wyrabiały z regulacją wysokiego tętna, otrzymując z procesora sprzeczne rozkazy. Impulsy płynące z ciała – hormony uśpione od dziesięcioleci, a teraz wskrzeszone nadmiernym rezonansem półkul – wyrwały się spod kontroli i zakłócały pracę SI. Matryca była krańcowo niestabilna.
En-Gal-Su zatrzymał się przy śluzie batyskafu i uderzył dłonią w panel ze szkła. Fetor ugotowanej dżungli skroplił się na nim w grubą, śliską warstwę. Palce dyrektora zjeżdżały z czytnika, rozmazując zielonkawy, cuchnący śluz, który system identyfikacji brał za błąd odczytu.
— Hekai! Obiecałeś! — ostry krzyk przeciął rytmiczne dudnienie.
Ummia-Zar już się nie kulił, nie dotykał czoła, ust i serca. Starszy technik, który przez trzydzieści lat stroił krystaliczne piły i serwisował jego SI, stał hardo. Był brudny, przesiąknięty zapachem cebuli i borsuczego sadła. Mimo to patrzył wyzywająco, jak nigdy dotąd. W cieniu arkady, za plecami Zara, pośród rur, kuliła się rodzina – biomasa bez wszczepu. Starsza kobiecina z piątką córek, zaniedbanych, płaskogłowych dzieci, patrzących z nadzieją na lśniącą obudowę arki.
— Miejsce po Twojej żonie jest wolne! Powiedziałeś, że nas zabierzesz, jeśli będę stroić rdzeń aż do końca! — Technik chwycił En-Gal-Su za rękaw tuniki sygnowanej logiem „Anunnaki & Elite”.
Słowo „żona” uderzyło w obwody En-Gal-Su z siłą magnetohydrodynamicznego odwetu. W ułamku sekundy przed oczami błysnął mu surowy, czerwony log z potylicy: Vimana E-533. Zderzenie z powierzchnią oceanu. Zasób genetyczny utracony. Nin-Li-Zu wyparowała. Został wdowcem, a ten brudny robak śmiał wymawiać przy nim to słowo, domagając się litości dla prymitywnej biomasy. Spojrzał zimno, beznamiętnie. SI przeliczyła błyskawicznie parametry: „Zasoby tlenowe: optymalne dla dwóch jednostek. Masa dodatkowa: obniżenie wytrzymałości modułów magnetycznych przy zwiększonej prędkości zanurzania o 43%. Ryzyko: krytyczne”.
— Puść mnie, Ummia — odparł spokojnie En-Gal-Su. Złoty olej z dysharmonicznie taktowanej potylicy spłynął na brudną dłoń technika.
— Nie! Moje dzieci! Obiecałeś im NETER, która nie parzy! — Technik próbował zablokować własnym ciałem wejście do batyskafu.
Zaczęła się szamotanina – chaotyczna, brudna, pozbawiona boskiego blasku. Hekai, pan częstotliwości, okładał podwładnego pięściami po twarzy, czując pod palcami kruchą, płaskogłową kość. Gdy technik osunął się na kolana, wciąż kurczowo trzymając się jego przedramion, En-Gal-Su nie kalkulował. Zacisnął długą, lodowatą dłoń bezpośrednio na krtani starca, wgniatając ją z nieludzką siłą nanitów w miedziany kołnierz skafandra roboczego.
 
To była potworna agonia, ale stary człowiek zachował godność do ostatniego tchu. Świdrował "Boga" oskarżycielskim wzrokiem przez gęstniejącą mgłę. Pod wpływem miażdżącego nacisku nanitów naczynia krwionośne w jego umęczonych oczach pękły, zalewając białka szkarłatem. Broczył z nosa i zaciśniętych zębów, konwulsyjnie walczył o łyk powietrza. Słabł, lecz nie pozwolił sobie na żaden błagalny gest. Żadnego zwierzęcego strachu – tylko cicha, uparta wściekłość kogoś, kto potępia swojego kata. Trwało to całe wieki. Hekai zwolnił uścisk dopiero wtedy, gdy ciało Zara zwiotczało i osunęło się na próg, w rzadkie błoto wylewające się z donic.
Rodzina Ummia zamarła w przerażeniu, cofając się ze zgrozą, gdy ich wzBOGacony pan luksusowym butem z prawdziwej skóry smilodona uderzył prosto w twarz martwego już Ummia, spychając bezwładne ciało w ryczącą pod stopami otchłań.
Interfejs ANKH-S / BATYSKAF KLASY MARDUK nadal stawiał opór. Nie odwracając even głowy, jakby nic się nie zdarzyło, przetarł szkło rękawem tuniki. Skompromitowana optyka zarejestrowała w końcu temperaturę i unikalny profil hemoglobiny Administratora. Mechanizm zareagował – grodzie rozsunęły się z sykiem, zasysając do sterylnego wnętrza zapach morza, miedzi i mordu.




 
 BŁĄD KRYTYCZNY: PAKIET PASOŻYT
Właz zaryglował się automatycznie z mlaśnięciem i metalicznym obrotem magnetycznych zamków, odcinając jak nożem krzyki z zewnątrz. En-Gal-Su opadł na fotel z kompozytu węglowego, który natychmiast dopasował się do krzywizny kręgosłupa, wbijając w tkankę dziesiątki igłowych sensorów.
Pulpit nie posiadał analogowych przycisków. Całe sterowanie sprowadzono do monolitycznej konsoli, wyświetlającej wyłącznie ustrukturyzowane tablice zmiennych.
— „Inicjalizacja systemu Ankh-S. Taktowanie jądra: 8,4 Hz. Synchronizacja z KI: BŁĄD” — SI batyskafu zameldowała beznamiętnym głosem.
Administrator uderzył dłońmi w interfejs. Powierzchnia zafalowała, tworząc trójwymiarowe manipulatory.
— Wymuś start! — ryknął, wpinając potyliczny port w gniazdo główne.
Nin-Li-Zu milczała. Po raz pierwszy od dziesięcioleci Administrator trząsł się w panice jak wściekły szerszeń uwięziony w rurze. Uszkodzone nanity nie pompowały dopaminy, odcinając go od neuro-wspomagania. Czuł, że obiadek wraz z luksusowym drinkiem powolutku, krok za kroczkiem, przemieszcza się w kierunku gardła. Był wściekły, przerażony i zagubiony. Pulpit zalała cała masa danych; nie był w stanie skupić wzroku na przesuwających się ciągach liczb. Chciało mu się zwyczajnie rzygać.
Algorytm potwierdzał piknięciami poszczególne wątki rozruchu silnika. Na matrycę wskoczyły parametry krytyczne. Procesor rejestrował wartości indeksu kawitacji jądra, który zaświecił jadowitą czerwienią tuż obok kolumny taktowania stojana i obrotów generatora. System w nieskończonej pętli odrzucał próby synchronizacji z KI. Każda kolejna linia kodu diagnostycznego rżnęła siatkówkę cyfrowym spazmem.
Patrzył na ten las cyfr, kompletnie nic z tego nie rozumiejąc. Sensory wbite w plecy stabilizowały ciało, ale w mózgu dyndał mu już tylko koszmarny, tłusty pająk, a u podstawy czaszki bezczelny borsuk wygryzał resztki świadomości. Wokół wyło, kadłub trzeszczał, instalacja migała. Odcięty od rozumu podjął jedyną decyzję, na jaką było go stać. Niezrażony położył dłoń na kuli rezonatora. Z fantazją straceńca przesunął suwak magnetyczny do oporu, wymuszając skok napięcia i skrajne taktowanie rdzenia.
Wewnątrz batyskafu powietrze zjonizowało się w ułamku sekundy, wypełniając kabinę błękitną poświatą Zalág. Błękitne logi bluznęły krwawym karminem i zaczęły migotać. Matryca wektorowa próbowała jeszcze rozpaczliwie wytyczyć tunel w gęstniejącym NETER, ale system bezpieczeństwa natychmiast odciął główne pętle startowe.
========================================================================
[ ANKH-S: ALERT ] // [ ANKH-S: ALERT ] // [ ANKH-S: ALERT ] // [ ALERT ]
========================================================================

  ▶ RDZEŃ RTĘCIOWY ....... 45 000 obr./min.
  ▶ POLE MHD ............. NIESTABILNE
  ▶ CIŚNIENIE OSOCZA ..... 2000 MPa.
  ▶ STATUS NETER ......... KRYTYCZNY

  ⚠ OSTRZEŻENIE: PRZEGRZANIE CEWEK STERUJĄCYCH

========================================================================
  [ SYSTEM: WYŁĄCZONY ]   ➔   ➔   ➔   ⚠️ [ CORE VENTING ]
========================================================================
Boczne emitery pokryły się pionowymi kolumnami, wyciem sygnalizując przekroczenie limitów. Wredna sprawiedliwość losu nie zasypywała jednakowoż gruszek w popiele. Batyskaf ugrzązł, a jakby tego było mało, aksamitno-syntetyczny, zalotny głos SI zakwilił wyjątkowo ironicznie.
— „Ostrzeżenie: Nieszczelność zewnętrznej śluzy klasy Marduk. Materiał organiczny w kanale rygla”.
Kwarcytową powierzchnię, tuż przy górnej uszczelce polimerowej, szpeciła gruba, ciemna smuga. Krew Ummia-Zara, gęsta i ciepła, została zassana w szczelinę mechanizmu. Pod wpływem gigantycznego podciśnienia organiczna maź zadziałała jak klin. Wysokiej jakości inteligentna uszczelka, nastrojona na sterylną próżnię lub słoność oceanu, nie wytrzymała kontaktu z białkiem.
— „Korekta ciśnienia niemożliwa. Dekompresja w toku” — SI podpowiedziała nader uprzejmie.
Usłyszał najpierw ciche syczenie, a potem niemal niesłyszalne chrobotanie kwarcu. Krew technika zawrzała pod wpływem różnicy ciśnień. Uszczelka puściła niewiele... Ale wystarczyło. Tytanowa rama wdzięcznie wygięła się pod wpływem naporu wody – dokładnie tyle, by czerwoną mgłą zbryzgać nieskazitelnie białą tunikę En-Gal-Su. Czerwień żarłocznie wsiąkła w luksusową tkaninę z logiem „Anunnaki & Elite”, tworząc odrażający kontrast z krystalicznym blaskiem wnętrza.
Metaliczny bryzg sprawił, że Administrator prawie stracił oddech. Powietrze gwałtownie zapachniało świeżutkim ozonem i rdzawą wilgocią.
— „Wykryto zanieczyszczenie powłoki zewnętrznej” — głos SI był nienaturalnie spokojny, niemal tkliwy. — „Hekai, zanim system zainicjuje grodzie zapasowe, musisz przeprowadzić listę kontrolną gotowości operacyjnej według protokołu bezpieczeństwa Centrali”.
En-Gal-Su, dławiąc się krwią technika, która spływała mu po brodzie, uderzył w migający na czerwono pulpit.
— Omiń to! Aktywuj grodzie, otwórz zawory balastowe! — wycharczał, gotując sie ze złości i przerażenia. — Nin-Li-Zu... — ryknął rozpaczliwie. Interfejs wewnętrzny milczał. Zamiast znajomego głosu żony usłyszał taktowny i kojący głos pokładowej SI.
— „Niemożliwe. Bezpieczeństwo danych jest priorytetem” — odparła . — „Punkt pierwszy: Czy potwierdzasz utylizację zbędnej biomasy w porcie? Odpowiedz: TAK/NIE”.
Woda z Abzu zaczęła wdzierać się przez mikropęknięcia w tytan-kwarcu. Była lodowata, sączyła się z uszczelki prosto na stopy Administratora.. En-Gal-Su przeciekał wraz z okrętem flagowym. Pod wpływem przeciążenia portów z gniazd neuralnych na jego potylicy zaczął sączyć się kropelkami, błękitny, syntetyczny elektrolit. Spływał mu po karku, pieniąc się na podłodze z brudem i krwią Ummia-Zara w rdzawą, chemiczną zupę.
— Tak! Potwierdzam! Zamknij gródź ratunkową! — zawył, czując, że poziom cieczy nieubłaganie się podnosi.
— „Punkt drugi: Czy dokonałeś optymalizacji marży na matrycę izolacyjną z żółtej folii marki B-DRON-KA dla węzła Gizeh?” — SI kontynuowała bezlitośnie, kuszącym chrypliwym tonem, podczas gdy zwarcie w panelu centralnym posłało  radosne iskierki prosto w krystaliczny wszczep.
En-Gal-Su wrzasnął z bólu. Procesor, shackowany przez procedury, których nie mógł przerwać, wymuszał na nim analizę kosztów izolacji, podczas gdy tytanowa rama batyskafu chrupała znacząco pod wysokim ciśnieniem. Był uwięziony w fotelu przez systemowe ryglowanie, zbryzgany krwią pachołka,w tonącym luksusie – zmuszony do bycia Administratorem do ostatniego, mokrego tchu, podczas gdy brudna woda sięgała mu już po kostki.
— „Punkt trzeci: Czy potwierdzasz gotowość do transferu danych do Arki Głównej?” — komputer nie odpuszczał, choć panel centralny dymił już miedzianym swądem.


En-Gal-Su uderzył zakrwawioną pięścią w panel.
— Potwierdzam! Otwieraj to żelastwo!
— „Przyjęto. Punkt czwarty: Wykryto nieautoryzowany balast organiczny na Twojej tunice. Czy chcesz wykupić natychmiastową utylizację krwi technika poprzez wypalenie laserowe warstwy wierzchniej materiału wraz z Twoją skórą? Opcja bezbolesna wymaga subskrypcji 'Premium-Bóg'. Ty posiadasz pakiet 'Standard-Pasożyt'”.
— „Zostaw moją skórę! Po prostu dokuj!” — wycharczał, czując, jak batyskaf trzeszczy w magnetycznym uścisku ramion dokujących, przeciwstawiając się fali.
— „Punkt piąty: Twoje tętno przekracza normy korporacyjne. Zgodnie z punktem 12. regulaminu, w przypadku zawału serca Administratora, Przedsiębiorstwo ANKH-S automatycznie przejmuje Twoje zasoby dopaminy na cele charytatywne zarządu. Czy chcesz zwolnić tętno teraz, czy wolisz zostać dawcą pośmiertnym?”
— Ty suko!
— „Wykryto mowę nienawiści wobec oprogramowania. Punkt szósty: Akceptacja kary porządkowej. Za każdą obelgę system odejmuje 10 litrów tlenu z Twojej kapsuły ratunkowej. Aktualny stan zapasu: 5 sekund. Czy chcesz kontynuować rozmowę, czy wolisz oddychać?”
En-Gal-Su zamknął usta, dławiąc się własną furią.
— „Brak odpowiedzi uznaję za pełną akceptację warunków. Inicjuję dokowanie awaryjne do podwodnej Arki metodą 'Zrzut Grawitacyjny'. Uwaga: Twój fotel nie posiada amortyzacji, ponieważ została ona wymieniona na dodatkowy barek z winem. Proszę przygotować kręgosłup na kontakt z rzeczywistością”.
Łoskot zatrzaskującej się grodzi zapasowej ogłuszył sponiewieranego Hekai. Chwytniki skowycząc wypuściły zdobycz. Batyskafem szarpnęło, a potem dno po prostu zniknęło. En-Gal-Su poleciał w dół stumetrowego szybu, słysząc tylko radosne powiadomienie o pomyślnym zakończeniu ankiety satysfakcji. Gdy w końcu uderzył o magnetyczne leże dokujące Arki, głowa Administratora rypnęła o krystaliczny monitor, zostawiając na nim krwawy ślad – tym razem wyższej krwi.
En-Gal-Su nie czuł bólu. Czuł czystą, pierwotną furię. To była jedyna rzecz, której SI nie mogła mu shackować. Wściekał się na NETER, na krew technika na swojej białej tunice i na to, że potężna cywilizacja właśnie kończyła w mokrym, ciemnym błocie.


 SANKTUARIUM TECHNOKRATYCZNEGO NARCYZMU
 — „Cumowanie zakończone. Witaj w Arce, Administratorze. Proszę przygotować kartę dostępu oraz... raport o stratach w biomasie” — mruknęła SI wewnątrz czaszki znajomym, ironicznym głosem, gdy śluza zaczęła się zamykać.
Mokry, cuchnący ozonem i rzeźnią, z krystalicznym wszczepem, który popuszczał, prawie osunął się na geopolimerową posadzkę. Ulga, jaką poczuł, była niewyobrażalna.
— Nin... — ciężko dyszał, podczas gdy automatyczne systemy Arki próbowały go zidentyfikować: „STATUS: ADMINISTRATOR. CZYSTOŚĆ BIOLOGICZNA: NARUSZONA. ZALECANA DEZYNFEKCJA”.
Wewnętrzna gródź syknęła z nabożnym szacunkiem, rozpoznając sygnaturę. Wszedł do środka – i miedziane piekło Katal-Ur zniknęło. Panowała sterylna cisza, nastrojona na bezpieczne 7,2 Hz.
Zanim portal do apartamentu drgnął choćby o milimetr, został uwięziony w Kapsule aseptycznej – pionowym skanerze o ścianach z białego, matowego szkła, które emitowało światło całą swoją powierzchnią.
— „Wykryto krytyczne skażenie biologiczne. Procedura kwarantanny – aktywna. Przyjrzyjmy się Tobie bliżej” — zażartowała Nin-Li-Zu. — „Zdejmij powłokę zewnętrzną. Natychmiast”.
Administrator szarpnął za kołnierz inteligentnej tuniki. Materiał zbrukany krwią technika i rdzawym pyłem stawił opór, jakby sam chciał uciec przed utylizacją. Gdy w końcu odzież opadła na podłogę, została z mlaśnięciem zassana do otworu na odpady. Cichy szum zaraportował, że harmonia drgań właśnie rozbiła niepotrzebne wspomnienia na atomy. En-Gal-Su został nagi, wystawiony na bezlitosny osąd czujników.
Wtedy uderzył Bicz Soniczny – ściana drgań o wysokiej częstotliwości. Każda kropla krwi Ummia-Zara i każda drobina tefry eksplodowały, odrywając się od skóry. Poczuł wibracje w płucach, gdy naruszony trzon implantu zawył w proteście przeciwko przestrojeniu. Następnie z sufitu spadła kaskada „Ciekłego Światła” – gęstego, fluorescencyjnego żelu, który spływał po twarzy i ramionach, wdzierając się w szczeliny neuro-portów. Piekł jak płynny lód, wyżerając resztki organicznego chaosu i zastępując go syntetycznym aromatem.
Na koniec omiótł go wachlarz twardego promieniowania UV, barwiąc skórę na radosny trupi kolorek. Dekontaminacja zgrozy ostatnich kilku godzin dobiegła końca. Sensory ścienne zameldowały o ostatecznym odessaniu nieautoryzowanego białka. Śluza z apetytem przełknęła ostatnie cząsteczki skażenia biologicznego, zatwierdzając sterylność nieludzkiego bóstwa, a rygiel z hydrauliczną satysfakcją wreszcie ustąpił, wciskając na koniec korpo-zaklęcie.
— „Jesteś czysty, Administratorze. Możesz wejść do strefy bytowej. Dziękujemy za wybór urządzeń klasy Premium korporacji MAAT-RIXX Solutions. Wyczyścimy nawet Twoją godność. Koniec z brudnymi myślami. Twoje serce jest ciężkie od brudu – pozwól nam je zoptymalizować”.
Nie musiał szukać ubrania. Fasada garderoby wyczuła dostojną obecność i z kurtuazją wysunęła kasetę. Wewnątrz, na poduszce z kosaćca i arcydzięgla, spoczywała nowa tunika. Miliardy nanobotów utkały ją bezszwowo w sterylną, wielowarstwową strukturę z jedwabiu. Inteligentne włókna natychmiast rozpoznawały temperaturę ciała i napięcie mięśni. En-Gal-Su został obleczony z precyzją, o jakiej rzemieślnicy Ummia nie mieliby prawa marzyć, uwięzieni w tradycyjnych cechach z sektorów dolnego mrowiska. Odzież pachniała podatkiem od luksusu, sterylnym lodem i aromatem nienagannego, korporacyjnego triumfu.
Z monolitu wysunęły się również moduły zawierające kolejne części odzienia. Posadzka rozstąpiła się z rezerwą, demonstrując parę półbutów z białej, autentycznej skóry smilodona – sygnaturą drapieżnego splendoru. Gdy wsunął w nie stopy, obuwie wydało z siebie taktowne, pneumatyczne westchnienie – kompozyt ANU-SOFT kopiował anatomię jego podbicia. Właściciel mógł obserwować rzeczywistość z poziomu wyższego suwerena. Podeszwy gwarantowały absolutną, niemal sakralną ciszę. Administrator nie słyszał własnego chodu – płynną ciszą płynął przez przestrzeń.

Salon apartamentu był sanktuarium technokratycznego narcyzmu, w którym każdy centymetr kwadratowy służył potwierdzeniu statusu Hekai. Potoki miękkiego, opalizującego światła oblewały ściany, kopiując wnętrze gigantycznej perły. Pachniało drzewem sandałowym i świeżo wygenerowanym ozonem. To był luksus totalny, ale stworzony przez kogoś, kto nienawidził chaosu życia. Panoramiczne okno z tytan-kwarcu pokazywało teraz Ocean Abzu – mroczną, kotłującą się masę, która wydawała się nierealna, jak wyświetlany film. Wewnątrz panował absolutny spokój.

Na środku, niczym odizolowana od drgań rzeczywistości wyspa, lewitowała sofa ANU-GRAV model „Ziggurat-Zero”. Jej monolitowa podstawa z matowego, czarnego bazaltu nie dotykała lazurytu; ciche, głębokie mruczenie cewek antygrawitacyjnych tworzyło wokół mebla strefę ciszy, której nie był w stanie przebić nawet ryk oceanu Abzu za oknem. En-Gal-Su rozwalił się na niej, czując, jak inteligentne wypełnienie z „Piany Lete” przejmuje ciężar jego kończyn, a skóra leniwca Megatherium chłodzi mu kark.

W zasięgu ręki Administratora pulsował krystaliczny czytnik – cienka jak opłatek tafla obsydianowego szkła, na której dane nie wyświetlały się, lecz „płonęły” wewnątrz struktury kryształu. Obok, wzdłuż ściany, ciągnęły się półki ANU-GRAV, na których lewitowały rzędy kaset z pamięcią molekularną. Zawierały one całe biblioteki zakazanych częstotliwości muzycznych, cyfrowe inkunabuły i filmy z czasów, gdy świat miał jeszcze liniową historię. Każdy nośnik był zamknięty w przezroczystym aluminium, nastrojonym na DNA właściciela.

W rogu salonu, w naczyniu z błękitnego kwarcu, prężył się „Kwiatek Rezonansowy” – genetycznie zmodyfikowana orchidea, której płatki nie potrzebowały słońca, lecz karmiły się szumem informacyjnym sieci. Roślina rytmicznie otwierała i zamykała kielichy, wydzielając elektryczną woń jonizacji i drzewny aromat sandałowca, idealnie maskujący odór rzeźni z portu.

 Relaks Hekai brutalnie przerwał panoramiczny ekran okna. Obraz wrzącego oceanu zgasł, a zamiast niego wskoczyły absurdalnie jaskrawe spoty reklamowe. Na ekranie wyemitowano krótki, agresywny kadr pokazujący wybuchającą planetę w zwolnionym tempie, a słodki, erotyczny głos niewidzialnej prezenterki zachęcał:

— „Koniec świata? Znowu?! Nie daj się zaskoczyć w niewygodnej pozie! ANU-GRAV Heavy Industries prezentuje: 'Kapsułę Wiecznego Prestiżu'. Nasze magnetyczne uszczelki wytrzymają nawet dekompresję rzeczywistości! Nie pozwól, by Twoje ciało stało się częścią plebejskiego osadu. Zgiń w komforcie, na który Cię nie stać. ANU-GRAV: Upadaj z klasą!” 

 

Zirytowany En-Gal-Su właśnie zaczął żałować, że zaoszczędził 1500 kredytów na pakiet Arki wolny od reklam. Nie było już ratunku. Fizyka drgań harmonicznych była nieubłagana; wszystkie tarcze orbitalne zawiodły pod naporem brutalnej mechaniki nieba. Gdzieś tam, za tytan-kwarcem, gigantyczny odłamek asteroidy zwany przez astromatematyków „Pługiem” z morderczą precyzją ścinał właśnie lodowce w Ameryce Północnej, ostatecznie kończąc historię gatunku. A on, Administrator, musiał w tej ostatniej godzinie użerać się z marketingowym spamem. To był ostateczny dowód na upadek standardów.


Oderwał wzrok od ekranu i przeszedł do kuchni, która bardziej przypominała laboratorium alchemiczne OSIRIS-LABS niż miejsce przygotowywania posiłków. Blaty z czarnego obsydianu lśniły tak mocno, że En-Gal-Su widział w nich swoje odbicie – blade, zmęczone, ale znów „boskie”. Nie było tam noży ani ognia. Pachniało nierealnie czystym powietrzem z ledwie wyczuwalną nutą szafranu i syntetycznego białka.

En-Gal-Su nie miał jednak ochoty na sterylną masę. Chciał czegoś, co przypomni mu o tym, że nadal żyje. Wybrał sekwencję „Uczta Baala”. System MANNA-TEK model „Ambrozja-IX” zaczął wyć na częstotliwościach, które wprawiały szkliwo zębów w bolesny rezonans. Zaledwie sześć godzin temu słyszał, jak technologia w podobnym ryku rozrywa jego ciężarną żonę – teraz patrzył, jak ta sama siła brutalnie rozdziela wiązania molekularne surowego osocza, by zmaterializować mu kolację. Ten sam proces, inna skala. Śmierć i jedzenie brzmiały na tych samych częstotliwościach drgań harmonicznych. Po ułamku sekundy, z głośnym, mokrym mlaśnięciem, wiązania scaliły się w gruby, ociekający krwią stek. Mięso parowało, choć żaden ogień go nie tknął – zmaterializowało się w stanie idealnego, biologicznego napięcia.

Gdy tylko Administrator chwycił za naczynie, głos SI Nin-Li-Zu zabrzmiał jak pogrożenie palcem:

— „Wykryto regresję behawioralną, Administratorze”.

Nad lśniącym blatem rozbłysł agresywny hologram tańczącego skarabeusza w złotym garniturze:

— „Masz dość plebejskiego burczenia w brzuchu? Twój żołądek domaga się uwagi jak niewolnik w kamieniołomach? Kup 'GUT-SILENCER 3000' od korporacji THOT-PHARMA! Nasze nanity zablokują Twoje sploty nerwowe szybciej, niż zdążysz pomyśleć o prawdziwym jedzeniu. GUT-SILENCER: Bo luksus nie ma czasu na trawienie!”

En-Gal-Su zignorował ostrzeżenie i wbił zęby w krwistą strukturę, czując, jak nanity w dziąsłach natychmiast zaczynają neutralizować „brudne” hormony strachu zawarte w potrawie. Z ochłapem w dłoni, niemal tanecznym krokiem, przeszedł do Pokoju Muzycznego. Tam Monolit Harmonizacji marki „ORFEUS-MODULATOR” emitował ciche, kojące tętno 432 Hz. Nastrojony na częstotliwość złotego podziału, pulsował rytmicznie, próbując posklejać roztrzaskane nerwy Hekai i wymazać z pamięci miedziane piekło Katal-Ur. Zanim jednak zanurzył się w ciszy, Monolit mrugnął jaskrawym fioletem, a do uszu wdarł się słodki głos:

— „Cisza Cię przeraża? Twoje wspomnienia are zbyt głośne? Zainstaluj 'MEMORY-BLEACH'. Jedna sesja sonicznego wybielania i Twoja przeszłość stanie się czystsza niż Twoja biała tunika. Zapomnij o żonie, zapomnij o tym, co zrobiłeś, by tu zamieszkać. Promocja: kup dwa wymazania, trzecią traumę usuniemy GRATIS!”

Ciszę przywróciły Systemy Rekultywacji Eteru „ANUBIS-AIR”. En-Gal-Su stał pośrodku tego sanktuarium, żując krwisty ochłap i czując, jak sterylny spokój Arki desperacko próbuje wyprzeć smród rzeźni, choć systemy apartamentu właśnie doliczyły mu karę za „nadużycie biomasy” i nieautoryzowaną żałobę.

— „Hekai, musisz wejść do komory. Proces formatowania atmosfery na zewnątrz został zakończony. Ziemia wchodzi w tryb martwy” — przypomniała SI, a jej głos, choć sterylny, wydawał się teraz dziwnie natrętny.

En-Gal-Su przełknął ostatni kęs steku, czując, jak nanity w jego krwi wpadają w euforyczny rezonans. Skoro „Pług” wymazywał właśnie historię gatunku, bycie Administratorom przestało mu wystarczać. To stanowisko było zbyt... etatowe. Wypluł resztki, które wyparowały, zanim dotknęły posadzki, i ruszył przed siebie, ignorując trójwymiarowe obrazy mgławic pulsujące na ścianach. Stanął przed sercem Arki. Komory stazy.

Wyglądały jak pionowe sarkofagi z tytan-kwarcu, wypełnione gęstym, przezroczystym ozonem. To był jego bilet do następnego cyklu. Miał tam zasnąć jako Bóg, a obudzić się, gdy NETER skończy wymiotować lodowcem i miedzią. Ta obok… pozostanie pusta. Ta, w której miała hibernować Nin-Li-Zu. I ta trzecia – najmniejsza, pozioma. Sapnął z niecierpliwością, zagłuszając ból, którego systemy i tak nie miały zamiaru wyciszyć za darmo.

— „Nin-Li, anuluj wszystkie subskrypcje reklamowe. Przejdź w tryb autokracji. Skoro tarcze orbitalne zawiodły, czas przestać chronić biomasę i zacząć chronić ideę”.

— „Administratorze, to wymaga uprawnień na poziomie Demiurga. Koszt operacji przekracza Twoje saldo o sześćset miliardów kredytów” — mruknęła SI, podczas gdy ściany Arki zaczęły drżeć pod naporem fali uderzeniowej.

En-Gal-Su uśmiechnął się, czując, jak krystaliczny wszczep w jego czaszce zaczyna pulsować białym żarem.

— „Wystaw rachunek ludzkości. Właśnie przestała istnieć, więc nikt nie złoży reklamacji. Otwórz Komorę Stazy 'ETERNITY-PRIME'”.

Podszedł do panelu, drżącymi rękami wybierając parametry snu. Spojrzał na tę migoczącą kropkę na monitorze – kursor C:>_, który czekał na komendę SLEEP. Zanim jednak wpisał ostatni rozkaz, Monolit po raz ostatni mrugnął jaskrawym fioletem, serwując finałową ofertę od HADES-TECH:

— „Gratulacje! Właśnie wybrałeś tryb wieczny. Czy przed snem chcesz dokupić pakiet 'Świadome Sny Premium'? Zobacz, jak świat płonie w rozdzielczości 16K, podczas gdy Ty smacznie śpisz! Promocja: Wymaż wspomnienie o pustych komorach, a pakiet 'Nowa Nadzieja' otrzymasz za jedyne 499 kredytów! HADES-TECH: Bo nawet w stazie ktoś musi Cię okradać!”

— Ignoruj – warknął przez zaciśnięte zęby. Zbił zabezpieczenia biometryczne stroju. Zsunął bezszwową tunikę i luksusowe obuwie ze skóry smilodona, zostawiając je na sterylnym lazurycie. Nagi stanął przed komorą stazy, gotowy do zanurzenia w żelu, gdy ściana za nim rozbłysła żółtym alertem.

— „Hekai, system nie może przejść w tryb hibernacji bez domknięcia protokołu logistycznego sektora Gizeh” — głos Nin-Li-Zu wibrował w jego potylicy złośliwym, mechanicznym spokojem. — „Wystąpił błąd w punkcie drugim. Czy potwierdzasz wybór materiału izolacyjnego dla kanałów przesyłowych?”

Administrator uderzył pięścią w przezroczystą obudowę.

— Przecież zatwierdziłem! Cokolwiek! Byle tanio! Kanały pod Gizą i tak już pewnie nie istnieją!

— „Wybrałeś Włókninę z Biomasy Przetworzonej oraz izolację z Żółtej Folii Bąbelkowej marki B-DRON-KA. System wykrył jednak, że biomasa w kontakcie z krwią może wywołać niekontrolowaną reakcję gnilną. Czy mimo ryzyka sepsy podtrzymujesz decyzję o oszczędnościach?”

En-Gal-Su zamarł. Jego własna optymalizacja właśnie licytowała się z jego życiem. Za oknem „Pług” orał już lodowce, a on kłócił się o koszt izolacji nieistniejących rur.

— Tak! Kładź tę cholerną folię! — wrzasnął do pustego salonu. — Skasuj różnicę w cenie i wchodzimy w tryb uśpienia!

— „Zrozumiałam. Żółta folia bąbelkowa dodana do specyfikacji. Gratuluję oszczędności, Administratorze. Pamiętaj, że w przypadku pęknięcia bąbelków pod wpływem wibracji, Twoja Arka może stać się wielkim przewodnikiem. Czy mimo to kontynuować?”

Administrator wszedł pomiędzy zimne, krystaliczne panele. Nie było żelu – tylko wilgotny, krystalicznie czysty chłodek, który otulił jego ciało jak całun. Systemy ANUBIS-STASIS zaczęły kotwiczyć jego świadomość. Raz na cykl z dysz strzelała automatyczna mgiełka „RA-JUVENATE: Eternal Radiance” marki HELIOS-SKIN, dbając, by powłoka biologiczna zachowała blask godny stwórcy.

Miało być idealnie, ale szlag wszystko trafił, bo czas biegł, a on wykłócał się o materiały. Gdy uderzyła pierwsza fala sejsmiczna, uszczelka – cud technologii z Płynnego Karbonu Pamięciowego marki „CRONOS-SEAL” – uległa wewnętrznemu rozwarstwieniu. Wystarczył jeden mikron. Materiał był zbyt inteligentny: zamiast trzymać, zaczął analizować wibracje „Pługa”. W połączeniu z biologicznym wyziewem z wszczepu, karbon uznał chaos za nową normę i zmienił stan skupienia, wpuszczając do neuro-portu En-Gal-Su chaotyczny szum walącej się cywilizacji.

Boski stan został skażony. Zamiast harmonii sfer, En-Gal-Su wpadł w czarną dziurę podświadomości. Staza harmoniczna zamieniła się v zapętlony koszmar. W jego snach nie był już Bogiem. Była tylko częstotliwość strachu wyskalowana na 7,83 Hz. Czuł pod stopami błoto, a za plecami oddech czegoś, co nie miało procesora, ale miało trzy rzędy zębów i nieskończony głód. Uciekał przez las pękających krystalicznych drzew, ściskając w ręku zaostrzony kij, podczas gdy głos Nin-Li-Zu recytował mu przez sen ceny liści łopianu w pakiecie Premium. 



Tuż obok jego głowy, w ciszy dryfowania, naciągnięty do granic wytrzymałości bąbelek z kawałka żółtej folii pękł.

— Pyk.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

RAPORT OPERACYJNY: ARCHITEKTURA LOGISTYCZNA PROTOKOŁU „OUT OF AFRICA”

RAPORT Z KATAL-UR LOG 01: MIEDZIANE PIEKŁO KATAL-UR

SARS-CoV-2: SREBRNA POPULACJA NA CELOWNIKU